Nie dawno na lekcji uczeń powiedział, że „pierwszy raz nie walczy”. Było lepiej i on sam był bardziej zadowolony z efektu.
A mi utkwiło to słowo WALKA. I to z jaką łatwością on się zdefiniował. Jak trafnie potrafił to nazwać.
Myślę, że pół mojej edukacji wokalnej związane było z walką. Prowadziłam sparingi samej ze sobą, czasem nawet bojówki chuligańskie, czasem tradycyjne pojedynki.. Wykrwawiałam się w nich i traciłam oddech, a po kilku dniach resuscytacji jakąś przelotną nadzieją znów wchodziłam na ring. Walka była ze strachu, że się nie uda, że dźwięk się nie trzyma, że ciało mnie nie słucha, że ja nie umiem słuchać, że nie wiem, że nie umiem znaleźć, że zaufałam i nie ma efektów, że jestem za słaba, że mnie poniosło, że mnie ni poniosło… I wiele innych… Walka zabrała mi czas, bo bez niej wszystko trwałoby krócej i szybszy nastąpiłby efekt.
Dziś wszystkim mówię: ZAAKCEPTUJ. Ciało nie może walczyć, a też zaakceptuje. Tylko mu pozwól. Puść to wszystko, puść agresywne dźwięki, puść napięcia… Ta wolność, podobnie jak w życiu, przyniesie lepsze efekty niż myślimy. Dźwięk nie kołacze się nie wiadomo gdzie, a zaczyna nas słuchać i wygodniej płynąć. I dajemy sobie szanse poczuć, że mądra kontrola dźwięku to nie trzymanie, a opieranie.