Chciałam napisać kilka słów o krytyce, ale temat zaczął mi transponować w okolice empatii. Jest ogromna współzależność tych tematów choć początkowo wydają się odrębne.

KRYTYKA – temat niełatwy. „Feedback” ważny jest dla każdego, kto udziela się publicznie, więc krytyka też powinna być dla nas ważna. W trakcie nauki potrzebujemy wskazówek i konstruktywnych rad. Czasem też potrzebujemy usłyszeć twardą i surową ocenę, która nas wybudzi z jakiegoś ślepego zaułka. Mówi się, że dzisiejsze pokolenie nie jest gotowe na krytykę (źle ją znosi), w przeciwieństwie do poprzednich generacji, które przywykły do tego, że są poddawane ocenie – nawet gorzkiej. Oceny towarzyszyły i towarzyszą nam w każdej sytuacji. Mamy skłonność do wydawania osądów oraz radzenia innym. Wielu z nas uważa, że może nieustannie wyrażać swoje spostrzeżenia, nawet jeżeli kogoś ranią. I faktycznie każdy może dokonywać ocen. Ale czy powinniśmy je wypowiadać tak chętnie?

Ostatnio jedna osoba (dodam, że nie mająca doświadczeń w nauce śpiewu – ani sama, ani z kimś innym) ostro skrytykowała moją całkiem sprawnie śpiewającą uczennicę. Używała słów i określeń, jakich ja bym nie użyła, dawała rady i mówiła, co należy zrobić, by było lepiej. Grzecznie wysłuchałam wywodu, ale się do tego – na tamtą chwilę – nie odniosłam. W myślach pojawiło mi się stwierdzenie: „Dziękuję, ale nie pytałam”. I nawet uśmiechnęłam się do tej myśli. Oczywiście przeanalizowałam sugestie i wyciągnęłam z nich swoje wnioski. Czasem nawet w powierzchownej rozmowie można znaleźć jakąś wskazówkę. Tym razem lipa. Nic się nie przydało.

Pani Z, znana w środowisku artystycznym, członkini jury jednego z konkursów. Po przesłuchaniach wszystkich młodych ludzi wygłasza przemowę, że uczestnicy są nieprzygotowani do konkursu, bardzo niewyraźnie mówią, wykazują niski poziom wykonawczy. Dodam, że na konkurs zgłosiło się dobrowolnie 11 osób. W obliczu „netfliksów” i „youtubów” IM jeszcze jest przez chwilę bliżej do poezjofilów. Co będzie po tym konkursie? Pewnie na kolejny konkurs tego typu zgłosi się jeszcze mniej osób.

Przyszedł do mnie Uczeń X z kolegą. Uczeń działa, robi ćwiczenia. Kolega pod nosem mruczy, widzę, że robi też zadania. I za chwilę odzywa się, że X źle wykonuje ćwiczenia. Po kolejnej uwadze mówię mu, że z tego, co słyszę, to on się przeciąża. On na to: „Ale ja nigdy nie miałem lekcji śpiewu!”. No, ale komentuje kolegę.

Nauczyciel F mówi do mojej uczennicy, że ma za słabą psychikę na wokal. „Nie widzi tego.” Szkoda, że jej nie słyszał po pięciu latach śpiewania. Po łzach i braku wiary w siebie uczennica chętnie udziela się wokalnie. I nawet napisała oraz wypuściła swoje dwa autorskie utwory.

Uczeń Y założył zespół. Jego gitarzysta mówi: „Nie wierzę, że do czegoś dojdziesz, bo jesteś zbyt słaby wokalnie.”

Przyszła do mnie dziewczyna na praktyki. Mówię jej: „A czemu chcesz zostać nauczycielką?”. A ona, że nie będzie jakąś-tam nauczycielką, tylko będzie uczyła śpiewu. No to ja odstawiłam herbatę, patrzę na nią i mówię: „No dobra. To uczyłaś się kiedyś śpiewu?”. Ona, że nie uczyła. Ale nie musi, bo zna wszystkie filmiki Gosi Sacały na YouTubie.

Tak to jest, że na śpiewie znają się WSZYSCY. Radzą, potrafią, wypowiadają… A tak niewielu śpiewa autentycznie dobrze. Jeżeli bylibyśmy takim świadomym wokalnie społeczeństwem, byłabym bardzo szczęśliwa. Niestety w swojej zawiłej drodze edukacyjnej, przechodząc przez ręce wielu nauczycieli śpiewu, spotkałam się z silnie propagowanymi, choć nieprawdziwymi określeniami i wskazówkami. Z dużą niekompetencją. Powinnam powiedzieć, że było super, ale środowisko wokalne jest zróżnicowane i niestety bardzo nierówne. I zamiast szukać wokalnej prawdy, dominuje zajmowanie się swoim ego i siłą osobowości. Co więcej, widziałam, jak niszczy się młodych ludzi nieprawdziwymi stwierdzeniami, zbyt pochopną oceną lub niepotrzebną krytyką. Zbyt szybkim „podsumowaniem talentu”. W każdej dziedzinie jest przekonanie, że trzeba pracować, rozwijać się, uczyć. W śpiewie istnieje przekonanie, że albo rodzisz się Bogiem, albo głupcem. Nie ma nic między.

A ja się zastanawiam, czy ta krytyka jest komuś potrzebna. Czy to ona jest motorem osiągnięć, czy raczej łamie kręgosłupy i podcina ludziom nogi. Dlaczego ludzie tak gadają? Co wiedzą? Jakie kryteria przyjęli – swoje doświadczenia czy jakąś obiektywną wiedzę? Dlaczego wygłaszają swoje oceny publicznie – z faktycznych kompetencji czy dla pokazania swojej przewagi? Mówią głośno i stanowczo, niby fajnie. Ale tam są jeszcze treści.

Jeżeli wybierzemy sobie dwóch podobnie śpiewających wokalistów i jednemu powiemy, że ostatnio słabo zaśpiewał i gubił się w intonacji oraz rytmie, a drugiemu, że poszło mu ostatnio świetnie i widzimy, jak fajnie się rozwija – jak im pójdzie przy następnym wystąpieniu publicznym? Czy ten, co dostał uwagi, będzie teraz olśniewający, czy raczej bardziej zachowawczy i ostrożny, bo będzie się cały czas bał, że popełnia błędy?

Czy to znaczy, że mamy nic nie mówić? Wydaje mi się, że mamy nie szkodzić. To jest podstawowa zasada. Nikt, kto wychodzi na scenę, nie chce popełniać błędów, a pokazać się z najlepszej strony. Dla mnie powiedzenie komuś, że się starał, ale nie wyszło – to ewidentne podcięcie skrzydeł.

I tu dochodzimy do tego drugiego ważnego słowa. EMPATIA to jedna z najważniejszych umiejętności społecznych i ma ogromne znaczenie w społeczeństwie. Dzięki niej możemy budować głębokie i autentyczne relacje z innymi ludźmi, wzmacniać więzi, zmniejszać konflikty i budować zaufanie. To życzliwość. Zdolność wczuwania się w sytuację drugiej osoby, rozumienia jej uczuć, myśli i potrzeb. Nie chodzi o współczucie, ale o prawdziwe zrozumienie tego, co ktoś przeżywa – nawet jeśli samemu się tego nie doświadczyło. Dzięki temu możemy reagować bardziej świadomie, delikatniej i wspierająco. Empatię możemy rozwijać przez uważność i refleksję. Na co dzień przejawia się w tym, że potrafimy cierpliwie wysłuchać kogoś, bez osądzania i dawania rad. W zdominowanym przez pośpiech i rywalizację świecie ważne jest to, by każdy człowiek otrzymał odrobinę zrozumienia i uwagi. Ważne jest też, że aby korzystać z empatii z obiektywizmem, trzeba zająć się swoim życiem. Posprzątać na swoim emocjonalnym podwórku. Być na tyle odważnym, by przyjrzeć się swoim emocjom. Umieć je rozpoznać i nazwać. Jeżeli popracujemy nad sobą i nauczymy się swoich emocji, będziemy bardziej świadomi siebie i możemy być gotowi na emocje innych ludzi.

Czy empatia i krytyka mogą się wspierać?

Celem krytyki jest wskazanie błędów – tego, co jest dobre, tego, co nie działa, co udoskonalić. Trzeba to przedstawić w taki sposób, by kogoś nie zranić, nie zaatakować. Pochwalić to, co jest dobre, znaleźć balans w wypowiedzi, ze zrozumieniem wskazać kierunek rozwoju. Mądra krytyka wynika z rozumienia kontekstu i potrzeb drugiej osoby. Prócz wytknięcia niedociągnięć pokazuje kierunek rozwiązań. I odpowiednio przedstawiona sprawia, że dana osoba otwiera się na zmianę i rozwój.

Jak ja podchodzę do krytyki?

To, że ktoś chce się ze mną podzielić swoim spostrzeżeniem, to super. To jest dla mnie ważne. Czasem w chwilach wątpliwości usłyszenie jakiegoś „wiatru w żagle” pozwala mi znów odszukać siłę i nie bać się działać. Z drugiej strony mam już jakiś pancerz i jakieś stabilne poczucie sensu. I słucham jednym uchem, idę w zgodzie ze sobą. Robię to, co robię, bo JA widzę w tym sens. Nikt nie musi go widzieć. Analizuję swoją pracę sama. Wyciągam wnioski. Uczę się. Bez oczekiwania feedbacku, bo w tej dziedzinie często nie ma feedbacku. Trzeba nauczyć się czerpać motywację z wewnątrz. Z zewnątrz jej nie będzie. Nawet jeśli będziemy mieć wokół siebie wspaniałych, kochających ludzi, mogą nam mówić słowa, których nie potrzebujemy i które wprowadzą nam niepotrzebny mętlik w głowie.

Nawiązanie do Sokratesa:

Sokrates – starożytny filozof, nie używał słowa „empatia” w dzisiejszym znaczeniu, ale jego filozofia głęboko dotyczyła zdolności rozumienia drugiego człowieka poprzez uważne słuchanie i pokorę wobec cudzej perspektywy (słynne „Wiem, że nic nie wiem”)

Sokrates powiedział, że jeżeli chcesz coś powiedzieć do drugiej osoby przemyśl trzy rzeczy:

-czy to co masz powiedzieć jest dobre, czy powiększy ilość dobra?

-czy to jest pożyteczne? Czy przyniesie jakąś korzyść?

-czy to tej osobie w czymkolwiek pomoże?

Wczoraj taksówkarz przekonywał mnie, że szczepionki to największe zagrożenie naszych czasów, podobnie jak 5G. To ja mu na to, że się ufam konwencjonalnej medycynie. On, że „no to pani nie pożyje długo”. A ja mu mówię: „Tak jak Pan, do śmierci.” Mówił też, że Adamowicz i Kulczyk żyją, a za ścianą lodu na Antarktydzie znajdują się kontynenty większe niż Ameryka. I że książek to on nie czyta, tylko czerpie wiedzę z Internetu. Powiedziałam, że może dlatego mówi głupoty… Ale ogólnie pogratulowałam mu wyobraźni i wyszłam z auta. Trzy godziny później znów zamawiam taksówkę – i znów ten sam facet w Bolcie. Ja mówię: „O matko, to znowu Pan.” A on na to, że to przeznaczenie. Musiałam na niego trafić, bo on mi wskaże dobrą drogę. I znów zaczyna prowadzić indoktrynację… Przerywam mu i mówię: „Dziękuję, nie pytałam.”