KONTROLA

To temat przewodni odcinka podcastu, którego z lubością słucham i który daje mi wsparcie (polecam Martę Niedźwiecką, „O Zmierzchu”). Słowo wielu znaczeń, więc zatrzymam się przy nim na chwilę…

Zbyt duża kontrola bywa destrukcyjna i powinna być równoważona elastycznością. Jednak w emisji głosu nie możemy jej całkowicie wyeliminować. Niemniej — która kontrola jest dobra, a która nie? Regularnie spotykam się na swoich zajęciach z realizacją „dźwięku” o odpowiedniej jakości, sile czy dobrej intonacji. Zawsze mnie to zastanawia — dlaczego zamiast potraktować ćwiczenie jako „proces”, myślimy o „efekcie”? Czyli: nieważne jak i czym, byle dźwięk był czysty. A czy nie ważniejsze jest, JAK TO ROBISZ? Jakim kosztem?

W takim podejściu często można zauważyć kontrolę gardła, języka, żuchwy. Co by się stało, gdyby — zamiast nadmiarowej pracy mięśni — pojawiło się… rozluźnienie, puszczenie powietrza? Może dźwięk nie byłby taki ładny? A czy w trakcie nauki brzmienie i efekt dźwięku są najważniejsze? Czy nie ulegną one zmianie, rozwojowi w trakcie nauki emisji głosu?

Jestem przekonana, że choć kontrola w śpiewie musi być, zbyt często występuje ta, która nie jest właściwa — wynika z błędnego pojęcia celu i wprowadza nas, zamiast na wyższy etap, w ślepy zaułek. I taką nadmiarową, destrukcyjną kontrolę trzeba koniecznie wyeliminować. Najskuteczniejszym, a zarazem najtrudniejszym sposobem pozbycia się jej jest… puszczenie.

Alexander Lowen, amerykański psychiatra, łączył psychoterapię z pracą z ciałem. Metoda Lowena, czyli analiza bioenergetyczna, to forma psychoterapii łącząca pracę z ciałem i emocjami, której celem jest przywrócenie harmonii między umysłem a ciałem. Lowen wierzył, że emocje zapisują się w ciele — napięcia mięśniowe, postawa, sposób oddychania czy ruchy mogą odzwierciedlać nasze psychiczne blokady i traumy. Według niego uwolnienie napięć prowadzi do głębszego kontaktu z samym sobą i większej autentyczności.

Jak się to ma do śpiewu? W nauce śpiewu zdajemy sobie sprawę, że gardło jest psychosomatyczne, a pojawiające się w nim napięcia i blokady musimy pokonać w drodze rozwoju wokalnego — poprzez naciąg mięśni, pracę oddechową, lepsze wyprowadzanie dźwięku rezonatorami…

Ten odcinek trafił mnie w sam wokalny środek, a cytowany przez Martę Niedźwiecką fragment wypowiedzi tego psychologa przytoczę:

Fundamentalną zasadą jest to, że nie można na siłę rozluźnić napięcia. Użycie siły woli raczej tworzy napięcia, niż je uwalnia (…). Rozluźnienie może nastąpić tylko przez odpuszczenie. Aby puścić, musisz po pierwsze poczuć to — poczuć, że trzymasz i dlaczego trzymasz. I puścić.”

I obserwować, co się wydarzy, jak puścisz. A może wszystko zacznie się lepiej układać?